„Jak coś jest w sprzedaży, to jest dobre dla dziecka” – jesteś pewna?

szkodliwe produkty dla dzieci

Nie znamy się na wszystkim, bo nie jesteśmy w stanie. To całkiem normalne i wydaje mi się naturalne, że jak czegoś nie wiem, to próbuję znaleźć na ten temat informacje, szczególnie jeśli jest to coś, co dotyczy mojego dziecka. I jest jedna, bardzo ważna rzecz, której nauczyłam się, szukając informacji o produktach dla dzieci – nie wierz we wszystko, co mówi producent. Nie myśl, że jak coś jest w legalnej sprzedaży, to znaczy, że jest dobre dla dziecka. A niestety, to jest argument wielu mam, kiedy im się mówi, że coś dla dziecka jest szkodliwe. Mamy często odpowiadają, że „gdyby było niebezpieczne, to by tego nie sprzedawali”. Błąd!

Takie myślenie zakłada, że dla producenta najważniejsze jest dobro dzieci i zrobią wszystko, aby mu nie zaszkodzić. To niestety nie ma zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością. Dla producenta liczy się głównie zysk. Oni tak przedstawią produkt, że będziesz myśleć, że kupujesz dla swojego dziecka coś dobrego i niezbędnego – taką mają pracę. Niestety, żeruje to na naszej naiwności i niewiedzy.

Poniżej przedstawiam listę produktów przeznaczonych dla dzieci, które mogą szkodzić i nie powinny być w ogóle używane, ale są w legalnej sprzedaży. Dlaczego? Bo nie ma regulacji prawnych, które by to kontrolowały.

Wisiadła

W przeciwieństwie do nosideł ergonomicznych, nie powinny być stosowane nigdy, a pieniądze, które wydajemy na ich zakup, często nie małe, to suma wyrzucona w błoto. Wisiadła powodują, że dziecko nie ma prawidłowej pozycji, co obciąża jego kręgosłup i jest szkodliwe dla rozwoju stawów biodrowych, ale są też niewygodne zarówno dla mamy i dla dziecka. Nawet jeśli uważasz, że dziecku w nim dobrze, bo się uspokoiło,to niestety nieprawda – ono się uspokoiło, bo jest blisko mamy, ale długo w takiej pozycji nie wytrzyma. Jak poznać wisiadło? Oto kilka znaków rozpoznawczych: panel na plecach jest sztywny, dziecko wisi na kroczu i ma wyprostowane nogi, zamiast być w pozycji „na żabkę”, umożliwiają noszenie przodem do świata i producent przekonuje, że można w nich nosić już od urodzenia.

Jedzenie po 4 miesiącu

Dietę wszystkich zdrowych dzieci, niezależnie od sposobu karmienia, rozszerza się po skończeniu sześciu miesięcy. Czemu więc na półkach sklepowych jest pełno słoiczków i kaszek z napisem „po 4 miesiącu”? Bo to znaczy, że zaczniesz kupować te produkty dwa miesiące wcześniej, a więc zapewnisz firmie zysk dwa miesiące wcześniej. Dawniej istniało zalecenie, aby dzieciom żywionym mlekiem modyfikowanym podawać pierwsze posiłki, gdy skończą cztery miesiące. Zalecenia zmieniły się już dawno, ale napis na słoiczkach pozostał. Dlaczego? Bo nie ma takiego wymogu prawnego (jeszcze), więc po co producenci żywności dla dzieci mieli sobie zmniejszać liczbę potencjalnych klientów? Zostawili tak, jak było. Przecież liczy się zysk, a nie to, co stanie się ze zdrowiem dzieci.

Herbatki od pierwszych dni

To, to już moim zdaniem prawie zbrodnia, żeby produkować takie coś i jeszcze wmawiać, że produkt jest dobry dla dzieci. Przecież te herbatki mają w sobie tonę cukru i chemicznych dodatków, zawierają zioła, które dozwolone są w diecie dziecka dużo później i nie powinny być podawane małym dzieciom. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że podawanie takich herbatek jest równoznaczne z rozszerzaniem diety! A przecież nikt o zdrowych zmysłach, z własnej woli, nie rozszerzałby diety noworodkowi czy dwumiesięcznemu dziecku. Niestety, to właśnie zalecają ich producenci, a za nimi, niestety, wielu lekarzy i położne. O herbatkach pisałam więcej tutaj.

Podkładki do samochodu

To taki kawałek plastiku, który jest po to, żeby… no właśnie, po co on jest? Jakie ma właściwie spełniać zadanie i w jaki sposób chronić dziecko w razie wypadku? Przecież on się przy mocniejszym hamowaniu wysunie spod pupy dziecka, jest niewygodny, nie unieruchomi dziecka i nie zrobi właściwie nic! Kawałek plastiku, nic więcej. Równie dobrze możesz posadzić dziecko na stosie książek. Ale jest w sprzedaży, ktoś na to zezwolił.

Słodkie przekąski

Mam tu na myśli wszelkie mleczne kanapki, danonki i inne produkty, które nie mają w sobie nic dobrego, większość ich składu to cukier i substancje chemiczne, ale wmawia się rodzicom, że są zdrowe i dobre dla dzieci. Rodzice wierzą, że danonki są dobre na mocne kości, a mleczna kanapka jest równoznaczna z wypiciem szklanki mleka. Serio, wiele osób w to wierzy. Tymczasem, to najgorsze co dziecku można dać do jedzenia, ale wiele osób o tym nie wie, bo wierzy producentowi.

Ochraniacze na łóżeczko

O tym sama do niedawna nie wiedziałam. Ochraniacze na łóżeczko mogą być niebezpieczne, ponieważ zwiększają ryzyko śmierci łóżeczkowej. Dziecko, kiedy się kręci podczas snu, może wtulić twarz w ochraniacz i się udusić. A przecież właśnie takim kręcącym się dzieciom zakłada się te ochraniacze. Co lepsze, guz nabity o szczebelki czy uduszenie przez ochraniacz?

Chodziki

Na temat chodzików i ich szkodliwości mówi się dużo, a jednak nadal bez problemu znajdziemy je w sklepach. Mogą powodować problemy z kręgosłupem, stawami biodrowymi, opóźniać naukę chodzenia, powodować, że dziecko nie raczkuje, nie stawia prawidłowo nóg na ziemi, nie potrafi prawidłowo ocenić odległości. To nie wszystkie konsekwencje stosowania chodzików, ale czy to nie wystarczy aby stwierdzić, że są szkodliwe? A mimo to, nadal są w legalnej sprzedaży.

Rurki windi

Oraz wszelkie inne „przyrządy” wkładane w pupę dziecka. Są sprzedawane jako narzędzie pomagające dziecku podczas kolek lub wzdęć, ponieważ teoretycznie ich zadaniem jest pomoc w pozbyciu się nadmiaru gazów z brzucha dziecka. Tymczasem nie powinno się wkładać do pupy dziecka żadnych przedmiotów, bo możemy uszkodzić zwieracz odbytu oraz śluzówkę odbytu. Ponadto, używając takich „wspomagaczy” zaburzamy naturalne procesy, które odpowiadają za prawidłową pracę układu pokarmowego i tylko pogłębiamy problem, bo potem organizm nie potrafi sam tych procesów kontrolować, skoro wcześniej ktoś go ciągle wyręczał. Szkodliwych efektów tych działań nie zobaczymy gołym okiem i nie od razu. Ale dziecko potem będzie cierpiało. Ale oczywiście bez problemu kupimy takie przedmioty w aptece.

 

Nadal jesteś pewna, że jeśli znajdziesz coś w sklepie, to znaczy, że jest dobre dla dziecka? A to tylko nieliczne z tych „cudów” dla dzieci wprowadzonych na rynek, które są zupełnie zbędne, a jedyne co robią, to szkodzą naszym dzieciom. Ale zostały dopuszczone do sprzedaży, bo nikt tego nie kontroluje, nie ma przepisów, które jasno by takie rzeczy regulowały. Dlatego proszę, nie sugeruj się faktem, że coś jest w sprzedaży i nie zakładaj, że tylko z tego względu jest niezbędne czy dobre dla dziecka. Sprawdź to, ale nie na ulotce czy stronie producenta, ale w niezależnych od niego źródłach.

 

Źródła:

  1. http://www.mlecznewsparcie.pl/2016/03/katetery-czopki-termometry-i-kaniule-czyli-o-tym-czego-nie-robic/
  2. http://www.chustodzieciaki.pl/noszenie-dzieci/nosidelka-dla-dzieci-podstawowe-rodzaje/
  3. http://www.mamanotuje.pl/jakie-herbatki-dla-niemowlat/

 

Podobne artykuły

  • Macierzynstwo-raz!

    O ochraniaczu też nie wiedziałam do pewnego momentu, aż nie wywołało to burzę u mnie na blogu. Chociaż uważam, że niech każdy robi co uważa za słuszne. Windi w domu nawet jeszcze mam i w sumie położna kazała mi to kupić – efekt i tak nie został uzyskany. Bez sensu wydane pieniądze. Jeśli chodzi o pozostałe punkty to w pełni się z Tobą zgadzam.

  • rurki windi? pierwsze słysze… herbatki od pierwszych dni to dobre na lato… podkładka samochodowa powoduję tylko że dziecko wyżej siedzi i kiedy jest zapięte w pasie przy jeżdzie pas nie jest przy szyji
    jestem anty chodzikowa (pchacze wystarczą w sam raz) ochraniacze na łóżeczko miałam przy dwójce i jakoś nic się nie stało i tak można się spierać i po części i ty masz rację i ja 😀