Czy wiesz, co dzieje się ze zdjęciami Twojego dziecka w sieci?

Pewnie, że nie wiesz. Bo udostępniając je w internecie, tracisz nad nimi kontrolę. A niestety powszechną praktyką jest wrzucanie zdjęć dzieci w ilości hurtowej, w zasadzie wszędzie gdzie się da. No i co z tego? Hmm… dobre pytanie.

Czemu wrzucamy?

Jako rodzice, jesteśmy dumni z naszych dzieci i chcemy się nimi chwalić, nie tylko przed rodziną, ale coraz częściej i przed mniej znanymi lub zupełnie obcymi ludźmi. Taką możliwość daje nam internet i wielu rodziców z tej okazji ochoczo korzysta. Tutaj córeczka jak śpi, tam jak się urodziła, a tutaj je obiadek. Często są to zdjęcia nie różniące się od siebie zbytnio. Bo tu się uśmiechnął, a tu skrzywił, a tam akurat usiadł. Ale to najmniej ważne (no może oprócz tego, że tablica innych jest spamowana setką takich samych zdjęć Twoich pociech).

Często można znaleźć w sieci zdjęcia dzieci wrzucane w celu szukania pomocy – bo ludzie pytają „a co to za krostka?”, „a takie czerwone to czym smarować?”, „a ten bąbel to jak usunąć?”.

Bo teraz zamiast lekarza są inne matki na forum lub na Facebooku (ale o tym innym razem).

Jak nie my, to rodzina

Spotkałam się też z sytuacją, kiedy rodzice wysyłają zdjęcia swoich dzieci dziadkom czy innej bliższej rodzinie, a ci bez ich wiedzy i zgody, przekazują zdjęcia dalej. Zdarzyło mi się zobaczyć zdjęcie Misi na Facebooku u osoby, której to zdjęcie wysłałam w prywatnej wiadomości. A ona je dodała po prostu na swoją tablicę, dostępną do wszystkich. Przetłumaczenie jej, że sobie tego nie życzę i proszę o usunięcie, nie było łatwe.

Czasem też inni sami pstrykają zdjęcia naszym dzieciom i wysyłają gdzie się da, a my nawet o tym nie wiemy. Do czasu, aż takie zdjęcie zobaczymy na czyjejś tablicy lub jakaś niewidziana od wieków rodzina napisze do nas „jaka ta Twoja córa ładna”. Stawiasz oczy w słup i co masz zrobić? Dochodzenie skąd, gdzie, po co itd?

Gdzie wrzucamy?

Pół biedy jeszcze jak wysyłamy takie zdjęcia mailem lub w prywatnej wiadomości (chociaż całkiem bezpieczne też wtedy nie są, bo zawsze gdzieś tam krążą, no ale nie popadajmy w paranoję). Dla mnie takie wysyłanie zdjęć to, np. jedyna opcja żeby dziadkowie widzieli jak rośnie ich wnuczka.

Jeśli zdjęcia udostępniamy na portalach społecznościowych, ale tylko osobom z grona znajomych, to powiedzmy, że też zachowujemy pewną ostrożność. Bo jednak te osoby znamy i mamy do nich pewne zaufanie. Ale bardzo często widzę zdjęcia dzieci w folderach publicznych, do których ma dostęp w zasadzie każdy. Albo, co moim zdaniem jeszcze gorsze, wrzucanie zdjęć na fora i na grupy Facebookowe. Grupy pełne obcych ludzi, często liczące po kilka tysięcy osób. Wrzuca taki rodzic (przeważnie mama) zdjęcie śpiącego dziecka i zachęca do dzielenia się w komentarzach zdjęciami swoich pociech. No i mamusie wrzucają w tych komentarzach fotki swoich maluchów bez opamiętania.

Albo jeszcze lepszy trend – wraz ze zdjęciem podawanie wszystkich możliwych informacji – imię, (nazwisko przeważnie już mamy z profilu mamy), dokładna data urodzenia, waga, wzrost i co tam jeszcze komu przyjdzie do głowy. Potem się dziwimy, skąd obcy ludzie lub firmy mają nasze prywatne dane – sami im podajemy na tacy z posypką czekoladową.

Również blogi pełne są zdjęć autorów, a nierzadko i ich dzieci, szczególnie dotyczy to blogów parentingowych. W blogosferze zdjęcia są ważne, to one głównie przyciągają wzrok, a więc i czytelnika. Zrozumiałe. A skoro blog o tematyce rodzicielskiej czy edukacji, to i zdjęcia dzieci na nim są. Niby logiczne. Nasze dzieci – nasza decyzja.

Ale teraz pomyśl, że drukujesz zdjęcia swojej pociechy i obwieszasz nimi słupy, płoty, przystanki. Zrobisz to? Nie? Czemu? Przecież publiczne udostępnianie zdjęć w internecie daje taki sam efekt – zobaczy je wielu obcych ludzi, nie masz kontroli nad tym co z tym zdjęciem zrobią, komu innemu jeszcze pokażą.

Tylko, co na to Twoje dziecko?

Za kilka lat, kiedy będzie starsze, może wcale nie podobać mu się, że jego zdjęcia z dzieciństwa krążą gdzieś w sieci i może je wyłowić ktokolwiek przeszukując wyszukiwarkę. Udostępniasz jego życie obcym ludziom, a może ono wcale tego nie będzie chciało? Ja osobiście cieszę się, że dorastałam w czasach, gdy nie było internetu lub dopiero raczkował i moi rodzice nie mieli możliwości zrobić z mojego dzieciństwa publicznej historyjki w obrazkach. Dzięki temu dziś to ja decyduję co, komu i gdzie chcę udostepnić. Nasze dzieci tej szansy nie będą miały. Można powiedzieć, że taka jest cena postępu. Ale czasem też jest to cena bezmyślności rodziców.

Argumenty wrzucających

  • „To moje dziecko i robię co chcę” – niby racja.
  • „Na ulicy też widzi mnie tysiące ludzi, więc czym to się różni od oglądania mnie w internecie? Mam w takim razie nie wychodzić z domu?” – Na ulicy raczej nikt nie robi Ci zdjęć i nie wykorzystuje Twojego wizerunku. Bo i po co, skoro i tak sam/a je udostępnisz?
  • „No i co się takiego niby stanie?” – o tym niżej.
  • „Jak ktoś chce, to i tak te zdjęcia znajdzie. Ktoś przecież może mi się włamać na komputer i je wykraść” – prawda. Do naszego domu też ktoś się może włamać, ale czy to znaczy, że mamy zostawić otwarte drzwi z karteczką  „Zapraszamy. Wszystkie cenne rzeczy są w salonie. Wrócimy o 19.”?

Co się z nimi dzieje

Wrzucając zdjęcia do internetu tracimy nad nimi całkowicie kontrolę. Aby zapisać zdjęcie Twojego dziecka na komputerze wystarczy prawy przycisk myszy. Jeśli na stronie włączone jest blokowanie to i tak można zrobić print screen. Po co?

Najgroźniejszą opcją jest oczywiście pedofilia. Zdjęcie Twojego dziecka może znaleźć się na stronie pornograficznej. Nie ważne, że dziecko nie jest nagie i nie widać jego miejsc intymnych. Czasem zwykłe zdjęcia lub ich przeróbki wystarczą. Chociaż odkąd zrobiło się cieplej widzę coraz więcej zdjęć w basenikach i wanienkach.

Są też mniej groźne opcje – żarty. Żeby zdjęcie przerobić na śmieszny mem i udostepniać w internecie wiele nie potrzeba. Myślicie, że na stronach takich jak demotywatory, kwejk czy 9gag są zdjęcia skąd? A no z facebooka i innych portali społecznościowych. A potem jest beka z waszego dziecka. Wam jego minka wydawała się słodka i taka śmieszna. Ktoś znalazł dla niej inne zastosowanie.

Zdjęcia krążą też w wyszukiwarce i mogą być wykorzystane do tworzenia prezentacji, blogów, stron – bo akurat było ładne i pasowało do tematu. Nie każdemu chce się płacić za legalne zdjęcia, wyszukiwać te darmowe lub robić swoje. Takie są realia.

Ponadto, udostepniając zdjęcia na portalach społecznościowych, udzielacie  bezpłatnej licencji na dowolne ich wykorzystanie. Nikt was nawet nie musi informować o tym, że do czegoś zostały użyte.

Ba! Nawet przesyłane zdjęcia mailem są przechowywane na serwerach.

To, co raz zostało wrzucone do sieci nie znika z niej na dobre, nawet po skasowaniu. Wszystko jest do odzyskania.

Nie zrozum mnie źle

To Twoje dziecko i robisz w jego sprawie co chcesz. Jeśli chcesz wrzucać milion jego zdjęć do internetu, to nikt Ci tego nie zabroni i nie taka moja rola. Nie oceniam.

Ale udostępnianie zdjęć nie swoich (bo nie przedstawiają Ciebie, ale Twoje dziecko – odrębną, samodzielną osobę) powinno może zapalić czerwone światełko w Twojej głowie. Bo to, co robisz ze swoją osobą i swoim wizerunkiem, to Twoja prywatna sprawa. Ale jeśli dotyczy to kogoś innego, szczególnie dziecka, Twojego dziecka, na którego dobru Ci przecież zależy, to powinieneś zastanowić się dwa razy. Dzielenie się prywatnością w sieci to pewnego rodzaju decyzja, którą podejmujemy każdego dnia. Tylko od Ciebie zależy, jaka ta decyzja będzie, ale ważne by była świadoma. Podejmując decyzję o dzieleniu się zdjęciami czy nie, musisz być świadom konsekwencji. Tylko tyle. Albo aż tyle.

 

 

 

 

[wysija_form id=”2″]

Podobne artykuły

  • Świetny blog 🙂

  • Pewna doza ostrożnosci nidy nie zaszkodzi. Zwłaszcza w kwestii zdjęć dzieci. Mnie razi również bieganie nagich maluchów w miejscach publicznych (fontanny, plaże, etc.). Rozumiem, że gorąco, ale chrońmy prywatność swoich dzieci!

    • Zgadzam się. Jest gorąco, ale kąpielówki nie spowodują, że dziecko się przegrzeje. I może nie każdy ma ochotę oglądać gołą pupę naszego dziecka.

  • Dobry i ciekawy tekst. Sama na FB zdjęć dziecka raczej nie wrzucam, a w każdym razie bardzo sporadycznie i tak, żeby była na nich nierozpoznawalna. Natomiast na blogu już troszkę szaleję, też staram się skupiać na aktywności, na zabawkach, zabawie, książkach, którymi mała się zajmuje, a nie na niej samej, ale czasami się tak nie da. Cóż, podjęłyśmy taką decyzję, że będziemy prowadzić blog rodzicielski i trudno uniknąć wrzucania na niego zdjęć swojego dziecka. Teraz mam np. w roboczych post ze zdjęciami, które nie do końca mi grają i ciągle myślę, czy go wrzucić, chyba muszę się im jeszcze raz przyjrzeć. Dzięki za ten post!

  • Zgadzam się w 100%. Sama dodaję zdjęcia córki na zasadzie jest tyłem do obiektywu, nie widać jej całej – takie migawki, które są symbolem naszych wspólnych chwil, ale nie można mówić o wykorzystaniu jej wizerunku bez jej zgody. Rodzina dostała zakaz również publikowania fotek i mam święty spokój. Martwi mnie to, że z prywatnością i intymnością dziecka nie liczy się najważniejsza osoba, czyli jego RODZIC. Popieram również apel o to by dziecko nie paradowało nagie jak je Pan Bóg stworzył, bo jest to nie estetyczne i niezdrowe (chrońmy szczególnie zdrowie dziecka). Nikt mi nie wmówi, ze opalacz lub kąpielówki na tyłu przeszkadzają w upał…

    • Tak jak piszesz, to przykre, że to właśnie osoba która powinna dziecko chronić narusza jego prywatność

  • Panna Mama

    A udało Ci się wkońcu przekonać tą osobę do usunięcia zdjęć córeczki? Bo ja niestety swojej mamie nie jestem w stanie wytłumaczyć, że nie życzę sobie aby dodawała zdjęcia mojego synka, bo ona uważa, że to jej wnuk i ona chce się pochwalić jaki jest cudowny…

    • W końcu usunęła chociaż bez „fochów” się nie obyło, mimo iż spokojnie wyjaśniłam o co mi chodzi. Niestety, trudno było jej to za zrozumieć i dla niej było to „czepianie się” i „wydziwianie” z mojej strony

  • Zgadzam się z Tobą, ale tak jak piszesz, żyjemy w takim świecie i jest to nie uniknione. Myślę, że warto wrzucać zdjęcia z umiarem. I koniecznie nie wrzucać zdjęć nagich dzieci, tak jak wyżej wspomniałaś o pedofili. Pozdrawiam 🙂

  • Ja mam na blogu zdjęcia moich dzieci, ale od jakiegoś czasu zaczęłam się nad tym zastanawiać i staram się umieszczać ich mniej, taka tematyka, że czasem trudno nie wkleić zdjęcia… Ale fakt, nie wiem co ktoś później z tym zrobi…

  • Dlatego ja już prawie zaprzestałam tego, wolę wysłać zdjęcie na priv lub pocztą do dziadków. A najlepiej wywołać na pamiątkę. Moja mama cały czas chomikuje zdjęcia Młodego. Już jej miejsca na ramki brakuje 😉
    Na bloga już nie mam zamiaru wrzucać zdjęć (może jedynie jakieś wolne łapki podkradające truskawkę lub stopę ;)) ani tym bardziej na żadne fora i grupy. Należałam przez pewien czas do forum chustonoszenia. Sorki, ale tyle co ja się naoglądałam udostępnionych zdjęć bez wiedzy autora z hasłami „tego nigdy nie rób” „tak się krzywdzi dziecko” „co za matka/ ojciec”. Kurde, można inteligentniej zwrócić komuś uwagę, że to nosidło to wisiadło, albo tak się nie nosi. Niż publicznie wyśmiewać!
    Druga rozwalająca mnie przypadłość to zdjęcia na nocnikach. Dżizas! Chcesz się pochwalić babci, że wnuczka już robi, to wyślij na priv. To jest to, o czym pisałaś w pkt 4. Internet pamięta wszystko. Po latach może się odnaleźć takie zdjęcie i być niezłą beką dla rówieśników, hejterów, a może nawet paparazzi (nigdy nie wiadomo na jaką gwiazdę wyrośnie nasze dziecko ;)). Teraz tak o tym nie myślimy, ale kiedyś takie niefortunne zdjęcie może przynieść więcej przykrości niż dobrego.

    pozdrawiam serdecznie!
    bastalena

  • Duzo w tym racji…sama przyznaję, że czasem wrzucam zdjęcie córki na FB…po twoim poście zaczynam myślec o ich usunięciu……

  • Dzieci nie mają wpływu na to, że ich rodzic wrzuca fotki w rożnych kompromitujących je sytuacjach. Później latorośl podrośnie i będzie zażenowane. Wogóle wrzucanie foty z kimś obcym bez jego wiedzy jest trochę nie fair.

  • Ja nie wrzucam fotek dzieci do mediów społecznościowych. Mamy z żoną taką zasadę. Dobry wpis:)

  • To prawda, że ludzie przestają zauważać tego typu granice i wrzucają do sieci wszystko co popadnie. Zdjęcia dzieci swoją drogą, ale najbardziej niesmaczne jak dla mnie jest wrzucanie zdjęć USG z podpisem typu „moja mała fasolka” itp. Doprawdy, ludzie powinni zachować trochę prywatności i dzielić się radością wśród najbliższych.

  • A wtedy taka rozkoszna minka rozejdzie sie z jakims memem i stanie sie posmiewiskiem calej sieci? Przykre. Nie o to przeciez nam chodzilo. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Mamy lato, więc pełno zdjęć golutkich dzieci nad jeziorami, w basenach itp. widzę na własnej tablicy. A niby te mamy, co to wrzucają takie młode i obeznane. Ech, nie wiem jak tak można, jak można w ogóle olewać konsekwencje, jakie takie wrzucanie zdjęć za sobą niesie. Ważny post stworzyłaś, ale mam wrażenie, że niektórym ludziom i tak nie da się do rozsądku przemówić.

    • najgorsze są własnie te nagie zdjęcia, chociaz nie tylko. To nie tylko zagrożenie pedofilią, ale i w przyszłości pośmiewisko dla takiego dziecka. Potem jak będzie w gimnazjum to koledzy odgrzebia jego zdjęcie w internecie z siusiakiem na wierzchu i tragedia murowana

  • Bardzo dobry uświadamiający tekst. Dobrze, że urodziłam się w czasach „nieinternetowych”. Nie muszę przejmować się, że moje nagie i kompromitujące zdjęcia z dzieciństwa krążą gdzieś po sieci. Niektóre mamuśki przesadzają z wrzucaniem fotek w ilościach hurtowych nie zdając sobie sprawy z konsekwencji.

  • Ważne i powinno być jak najczęściej powtarzane! Nie mam dziecka, ale dzieciate znajome często wrzucają zdjęcia swoich. Trochę mnie mierzi, że tak łatwo można „oddać” informacje o swoim skarbie. Przecież właśnie rodzic powinien prywatność i te informacje chronić… Szkoda, że często tak nie jest.

    • No właśnie, jesteśmy po to żeby nasze dzieci chronić. Dlatego nad takimi sprawami powinniśmy się dobrze zastanoić, co i komu udostępnić.

  • To jest trudny temat i sama się często nad nim zastanawiam. W końcu zdjęcia syna mam na blogu i fanpage. Pilnuje by nie były to fotki „rozebrane” czy obnazajace prywatność dziecka, a jednak zdjęcie to zdjęcie

  • Ewelina

    A już myślałam, że jestem dziwna i nienormalna. Bo uważam, że „tacy rodzice” robią krzywdę swoim dzieciom. Osobiście śmieszy mnie i jednocześnie oburza – mamusia wrzucająca fotki swojego dziecka codziennie do netu, raz upaprane zupką, innym razem z zabawką, na nocniku, z batonikiem itd. Jestem pewna, że w przyszłości „te dzieciaczki” będą wściekłe, i będą się bardzo wstydzić. Zero prywatności. Wszystko wystawione publicznie i na pokaz. Chyba nie tędy droga…. ale to tylko moje skromne zdanie… pozdrawiam.

    • Też widzę takie zdjęcia wrzucane non stop i też zastanawiam się, co te dzieci na to powiedzą jak podrosną

  • Nie mam nic przeciwko ludziom, którzy publikują zdjęcia swoich pociech, tak samo nic przeciwko tym, którzy tego nie robią. Jednak do wszystkiego trzeba używać mózgu i znać konsekwencje (przynajmniej w teorii), tego co może się zdarzyć, a nie gdy się już zdarzy winić wszystkich prócz siebie. Sama wstawiam zdjęcia syna do portali internetowych oraz na blog. Nie robię tego często, ale robię. Nigdy nie zdarzyło mi się wstawić Prezesa jako golasa. Najmniej ubrany był w samej pieluszce, którą w sumie tylko było widać wraz z jedną nóżką. Niestety każdy kij ma dwa końce, a po drugiej stronie ekranu znajdą się chorzy ludzie, którzy mogą wykorzystać każde zdjęcie naszej pociechy w sposób niewłaściwy. Tak samo jest gdy idziemy na plac zabaw lub do aquaparku … wszędzie czyha niebezpieczeństwo. Niestety.

    • Ja też nie mówię, że zupełnie nigdzie tych zdjęc nie publikowac, jak ktos ma ochote to czemu nie. Tylko tak jak mówisz trzeba właczyć myślenie i liczyć się z konsekwencjami.

  • może odbiegnę trochę od tematu zdjęć, ale zrobiłam sobie kiedyś mały test. Weszłam na profil zupełnie obcej mi osoby, prześledziłam posty, zdjęcia, statusy. Byłam przerażona ile można dowiedzieć się o jednej osobie zupełnie jej nie znając. Miejsce pracy, ukończone szkoły, gdzie spędziła wakacje, gdzie jadła z koleżankami, ile ma dzieci, w jakim wieku, co lubi, ile ma rodzeństwa. dosłownie wszystko było jak na dłoni. Co więcej, zdobyłam cenną wskazówkę dla potencjalnych włamywaczy, bo wiedziałam, że owa osoba mieszka w domku jednorodzinnym tylko z mężem i dziećmi i wiedziałam, kiedy jest poza domem na wakacjach, a domek zapewne stoi pusty. To smutne, jak my dorośli czasami nie myślimy nad własnym i naszych dzieci bezpieczeństwem.

    • To prawda, ja też czasem wchodze na profile osób z którymi np rozmawiam na grupach i mają podane wszystko jak na tacy, chociaż nie mam tej osoby wśród znajomych.

  • Tutaj mogę napisać dokładnie to samo, co na fanpageu. Przyszły takie czasy, że dziecko prędzej czy później samo zacznie wrzucać zdjęcia w sieć i nie powstrzymamy go przed tym. Jestem zdania, że zdjęcia wrzucać można. Ważne, by nie byłyby ośmieszające. Żeby dziecko nie było umaziane na buzi albo nie miało buzi otwartej. Łatwo sobie wyobrazić, na co takie zdjęcie może zostać przerobione. Myślę nawet, że w ten sposób pokażemy naszemu dziecku, jakie zdjęcia można wrzucać w sieć i jak to robić. Dziecko bowiem robi dokładnie to samo, co robią rodzice.

    • Jasne że nie powstrzymamy przed tym dziecka. Po tym jak z nim o tym porozmawiamy, jak przyjdzie czas, to bedą jego decyzje i jego konsekwencje. Tylko żeby o tym z dzieckiem porozmawiać to trzeba najpierw samemu się nad tym zastanowić, a z tego co widzę, to wielu rodziców tego nie robi.

  • Świetnie to ujęłaś. Ja od pewnego czasu nie wrzucam już zdjęć moich dzieci, na blogu także nie piszę o nich z imienia. Bo nie jestem pewna, jak do tego podejdą w przyszłości. Poza tym mało zastanawiamy się nad tym, że internet to jednak wielka sieć i nie wiadomo, co kto może zrobić z informacjami, które wrzucamy nieświadomie, a czasami bezmyślnie…

  • Rozwinę swój komentarz z FB. Zdjęcia swojego dziecka umieszczam tylko w ograniczonym zakresie na prywatnym koncie na FB z ograniczeniem dostępności do najbliższych znajomych i rodziny. Co do bloga, to zdjęcia Zo pojawiają się tam raz na 100 lat, chociaż to blog parentingowy. Na co dzień używam darmowych zdjęć z baz różnego rodzaju albo zdjęć Zo na których… nie ma Zo. Jest jej stopa, ręka, ujęcie głowy z góry, bardzo staram się nie publikować zdjęć z jej twarzą.
    Co do innych ludzi ok to ich dzieci, ale jak widzę jak bezmyślnie wrzucają zdjęcia to mi ręce opadają… Abstrahując od kwestii bezpieczeństwa, która jest na pierwszym miejscu, zawsze jest dobrze zadać sobie pytanie – a czy umieściłbyś swoje zdjęcie pokazujące ciebie w analogicznej sytuacji?
    Powinniśmy szanować nasze dzieci, również w ich prawie do intymności.

  • To ja tak z innej strony nieco ugryzę temat. Nikt nie zastanawia się nad tym, co stanie się z jego zdjęciami w sieci, puki się na tym nie przejedzie. Pracuję na co dzień z młodzieżą i poraża mnie to co wrzucają na swoje fejsbuki, instagramy i całą resztę. Potem się dziwią, że ktoś je przerobił i wędrują jako memy, albo zbierają hejt na swoich profilach.

  • Nie jestem mamą i ciężko mi powiedzieć, jak ja będę się zachowywała. Chciałabym mieć pewność, że nie będę wrzucała wszędzie fotek malucha, ale kto wie, czy młodej mamie coś nie odwali? W każdym wypadku postaram się nie przeginać. Po prostu dziwi mnie, że są ludzie, którzy wrzucają na fejsa czy gdzieś indziej golutkie zdjęcia swoich dzieci, nie tylko niemowlaków, ale i starszych. Albo „śmieszne”. Raz, że różni ludzie mogą to zobaczyć i zrobić różne żeby, a dwa… No cóż, nie byłabym zachwycona, gdyby mama opublikowała w internecie moje zdjęcie bez majtek, nie ważne, czy miałabym rok, dziesięć lat, czy trzydzieści. Nie rozumiem, co kieruje ludźmi, którzy tak robią. Po co?

  • Dobry wpis, ale żeby trafił tam gdzie powinien.
    Mam wrażenie, że dla wielu osób taka publikacja zdjęć swojego aniołka jest swoistym wyścigiem (im więcej – tym lepiej)

    Natomiast to co piszesz można śmiało odnieść do wszystkich zdjęć wrzucanych bez opamiętania do sieci.