„Ja tak robiłam i nic się nie stało”

rady babci wychowanie dziecka

Na wielu forach dla mam, padają pytania o rozwój i wychowanie dziecka. I zawsze znajdzie się ktoś, kto podważy aktualnie panującą wiedzę na temat, np. rozszerzania diety dziecka, nauki siadania, chodzenia, używania chodzików itd. słowami „a jak tak robiłam i moim dzieciom nic się nie stało”. Oczywiście, masz prawo do swoich przekonań, ale jeśli dobrowolnie wybierasz ignorowanie wiedzy i faktów naukowych to proszę, przynajmniej nie uważaj, że masz rację, bo akurat miałaś szczęście i nie zaszkodziłaś. Zresztą, masz 100% pewność, że nie zaszkodziłaś?

Przekonania to nie fakty

Twoje własne przekonania czy teorie babć i cioć, to nie fakty naukowe, ale często po prostu zwyczaje i przesądy, które już dawno zostały obalone przez świat nauki – lekarzy, dietetyków, pedagogów, psychologów itd. Zostając rodzicami musimy zdać sobie sprawę, że czeka nas wiele nowych doświadczeń i musimy wiele rzeczy się nauczyć. To normalne, że na początku nie wiemy jak rozszerzać dietę dziecka, jak je usypiać czy zapanować nad jego temperamentem. Nie otrzymujemy potrzebnej wiedzy i doświadczenia w cudowny sposób zostając rodzicami i musimy się tego wszystkiego nauczyć. Powtarzam – musimy. Dla dobra naszego dziecka.

Wiem, że rady naszych mam i babć pochodzą z czystego serca i one chcą jak najlepiej. Ale one wychowywały dzieci w zupełnie innych czasach, otoczone przez inną żywność, inne środowisko, w innych warunkach i nie miały dostępu do wiedzy, którą my mamy. Czemu więc z niej nie korzystać? Przecież jako rodzice chcemy dla dzieci jak najlepiej. Czy więc to takie trudne, zainteresować się tematem rozszerzania diety niemowląt, wpływu klapsów na rozwój dzieci czy konsekwencjami używania chodzików? Dostęp do wiedzy jest tak łatwy, że to naprawdę w dzisiejszych czasach nie stanowi zbyt dużego wyzwania. Tak, ciągle wymaga pewnego wysiłku – trzeba poszukać książek, artykułów, może udać się do specjalisty po poradę. Ale to nie tak wielki trud, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę jego cenę – dobro naszych dzieci.

Nie wprowadzaj innych w błąd

Jeśli ty decydujesz się postępować wbrew najnowszym zaleceniom i wytycznym, to zapewne nikt cię nie przekona do zmiany zdania. Ale dookoła ciebie są ludzie, którzy chcą tę wiedzę posiąść i z niej skorzystać, więc proszę, nie wprowadzaj ich w błąd. Jeśli nie chcesz pomóc, to chociaż nie przeszkadzaj. Młoda mama szukająca informacji i dopiero zdobywająca wiedzę na ten temat, może ci uwierzyć, że rzeczywiście nic się nie stanie, jeśli zacznie rozszerzanie diety swojego dziecka w 4 miesiącu od podania biszkopta albo jeśli wsadzi dziecko w chodzik.

Każdy ma prawo do błędów i po to zadajemy pytania, aby się uczyć i rozwiać wątpliwości. Ale jeśli uparcie podważasz opinię autorytetów i za jedyny swój argument masz „ja tak robiłam i moje dzieci przeżyły” albo „teraz z dziećmi to się za bardzo pieszczą, kiedyś tak robili i było dobrze”, to może pomyśl, co właściwie mówisz. Naprawdę uważasz, że dbanie o to, żeby nie zaburzyć rozwoju dziecka i nie spowodować u niego chorób, jest „pieszczeniem się” z nim? Tu nie chodzi o to, żeby być idealnym rodzicem, bo takich nie ma, czy spierać się, kto ma rację. Tu chodzi tylko o to, żeby nie zaszkodzić dziecku. Jeśli nie chcesz przyznać, że możesz nie mieć racji i po prostu zagłębić się w temat, to przynajmniej daj innym dotrzeć do wiarygodnych informacji.

Nie masz gwarancji, że nie szkodzisz

Takie osoby zawsze zapewniają, że ich dzieciom takie postępowanie wbrew zaleceniom nie zaszkodziło. Ale czy możemy mieć taką pewność? Czy możemy wiedzieć, jakie byłoby nasze dziecko, gdybyśmy nie dawali mu klapsów i nie straszyli go? Może byłoby bardziej otwarte i pewne siebie, spokojniejsze, pełne zrozumienia dla innych i wrażliwe na ich krzywdę? A dzieci, którym za wcześnie rozszerzono dietę – masz pewność, że gdyby zrobiono to w odpowiedni sposób, to też miałyby problemy w życiu dorosłym z układem pokarmowym? Jeśli nie dodawalibyśmy do ich pokarmów od małego soli i kostek rosołowych, to może potem nie miałyby problemów z ciśnieniem albo nerkami?Potraficie to przewidzieć i dać gwarancję? Nie? Więc nie szczerzcie niewiedzy i działań, które mogą zaszkodzić dzieciom. Nie jesteśmy jasnowidzami, aby przwidzieć konsekwencje naszych czynów. Dlatego opieramy się na badaniach naukowych – bo to informacje zgodne z dzisiejszym stanem wiedzy, a więc sprawdzone, wynikające z długoletnich badań i obserwacji – uwaga – większej liczby dzieci niż twoja dwójka!

Tak, co chwila dokonuje się nowych odkryć i czasem one te zalecenia zmieniają. Ale czy to powód żeby je całkowicie zignorować i postępować według schematu, którego szkodliwość wykazano wielokrotnie? Po to istnieje postęp nauki i rozwój wiedzy, żebyśmy mogli z tego korzystać w życiu codziennym, także dla dobra naszych dzieci. A ponieważ rozwój następuje bardzo szybko, odkrywamy nowe zależności, doskonalimy metody badań, więc czasem obalamy teorie panujące kilka lat wcześniej. Dlatego warto podążać za tym, co zaleca się aktualnie, a nie dziesięć lat temu. To, że coś nie zaszkodziło jednemu dziecku nie znaczy, że nie zaszkodzi innemu, może po prostu mieliście szczęście.

Nie bądź uparty, zamknięty na nowe informacje i przekonany o własnej nieomylości. Dowiaduj się, ucz, pytaj, czytaj – dla dobra naszych dzieci. Przecież ich zdrowie jest ważniejsze niż nasz upór.

 

samodzielne dziecko

Podobne artykuły

  • Ja myślę, że ani olewanie zaleceń ani nadgorliwe stosowanie się do nich nie jest dobre. Wychodzę z założenia, że każda matka wie co dobre dla jej dziecka.

    • Też myślę, że każda mama najlepiej zna swoje dziecko, wie po czym będzie go bolał brzuch, jak go uspokoić itd ale są rzeczy których nie jesteśmy w stanie wiedzieć bo ich po prostu nie widać. Konsekwencje niektórych zachowań pokazują się dopiero po kilku latach więc samą intuicją o nie nie zadbamy.

  • Marzena Kud/Fitspirit

    Taki test był potrzebny i cieszę się, że na niego trafiłam. Mam to szczęście,że żadna z babć nie narzuca mi swojego zdania, wręcz są zafascynowane nową wiedzą i martwią się, że tyle złego wyrządziły swoim dzieciom karmiąc je np zmiksowaną zupą kalafiorową w 3m życia bo tak wtedy się robiło – tym dzieckiem jestem ja i żyję, ale podobno nie obyło się bez szpitala. Dziwi mnie, że o tym pieszczeniu się z dzieckiem słyszę od młodych ludzi, co do których bym się spodziewała bardziej świeżego spojrzenia. I o ile tematy rozszerzania diety,sadzania na siłę, nauki chodzenia na siłę jakoś puszczam mimo uszu to nie mogę spokojnie słuchać o dawaniu klapsów w myśl zasady – bo ja dostawałem i wyszedłem na ludzi. Ignorowanie naukowych faktów, jak płacz u małego dziecka podnosi poziom kortyzolu i niekorzystnie wpływa na rozwój, jak bicie dziecka oddala, nie zbliża jest dla mnie niepojęte. I to ignorowanie wiedzy o rozwoju psychicznym,jakby w ogóle nie istniała. Ludziom w moim wieku nie mieści się w głowie, że napady złości u dwulatka są oznaką, że się prawidłowo rozwija, a nie że jest krnąbrne. A mnie się nie mieści w głowie ta ignorancja i muszę wziąć parę głębszych oddechów, żeby się nie wtrącać;)

    • Wydaje mi się że podejście naszego pokolenia wynika po prostu z tego, że nam się nie chce. Łatwiej wierzyć żw klaps załatwi wszystko a małemu dziecku można dawać solone jedzenie bo po co gotować dwa obiady. Dostęp do wiedzy jest teraz łatwy jak nigdy wcześniej, a niektórym nie chce się przeczytać nawet jak mają coś podsuwane pod nos.

  • moi-mili.pl

    Myślę, że w wychowaniu, w życiu ogólnie, warto słuchać swojej intuicji i zdrowego rozsądku. I być otwartym na to, co mówią inni, bo czasem mogą mieć rację 🙂

    • Ja wychodzę z założenie, że trzeba wysłuchac rad innych a potem to sprawdzić w wiarygodnym źródle, a najlepiej kilku 😉 i niestety intuicją wszystkiego nie załatwimy, bo o ile wierzę że instynkt macierzyński jest bardzo ważny, to są rzeczy, których po prostu nie jesteśmy w stanie wiedzieć.

  • Zgadza się ! To co jednemu pomaga/szkodzie drugiemu już niekoniecznie,w końcu każdy jest inny 🙂

  • Uff jak dobrze, że żadne ciocie i babcie nie narzucają mi swoich rad… Wychodzę z założenia, że jak będę potrzebować tej rady, to z pewnością o nią zapytam, a tak to w zdecydowanej większości wolę polegać na swojej intuicji i zdobytym już doświadczeniu 🙂

  • Argument w stylu „Kiedyś tak się wychowywało i nic nikomu się nie stało” to standardowy tekst, który słyszę od osób nie posiadających własnych dzieci. Niestety tak postawiona teza spłaszcza problem. Można podrzucić kontrargument, że 200-300 lat temu ludzie smarowali się rtęcią, a co odważniejsi ją pili, bo dzięki temu odstraszało się wszędobylskie robactwo. Dzisiaj nikt przy zdrowych zmysłach nie powtórzyłby takich wyczynów 🙂

    • Ja tak słysze nawet od osób mających dzieci i to czasem młodych. Ja za to lubię wtedy przytaczać opowieści mojej babci, jak to przed wojną dzieciom do mleka dolewało się kilka kropel wódki albo dawało makówki do ssanie żeby były spokojniejsze i spokojnie w pole można było iść. Jak ich pytam czy też by tak zrobiły, bo przeciez to super babciny sposób, to się oburzają 😉

  • weczi

    Fajnie, że opinie i badania tych pseudo-naukowców bardzo często zmieniają się co kilka lat… poza tym, nikt z uczonych nie ma monopolu na prawdę i zawsze znajdzie się inny który ma zupełnie inne przekonania czy nawet w nioski z tych samych badań…
    Metody działania też są różne bo każdy jest inny…

    • Czemu „pseudo-naukowców”? To racja, że nikt nie ma monopolu na prawdę i często na ten sam temat są sprzeczne informacje. Dlatego najlepiej poznać obie strony, przemyśleć, a jak trzeba to skonsultować z zaufanym specjalista albo dwoma. Zalecenia się zmieniają bo następuje postęp nauki i to chyba całkiem normalne.

      • weczi

        pseudo-naukowcow – dlatego, ze oglaszane swiete prawdy za kilka lat i tak zostaja obalone albo przez innych swiatlych medrcow, albo czas weryfikuje ze np. dane metody sie nie sprawdzaja… albo wlasnie mozna isc do kilku w tym samym czasie i kazdy powie zgola co innego… wiec to nie jest nauka tylko pseudo-nauka…
        prawdziwa nauka jest kiedy jest cos pewne, udowodnione, niezmienne i nie jest wyssana teoria z milionem niewiadomych i niescislosci…

        • No ale tak to wszystko mozna nazwać pseudo-nauką, bo nawet jeśli dziś coś jest przyjmowane za pewnik, za udowodnione i niezmienne za 10 lat może zostać obalone.

          • weczi

            no nie do konca… bo to juz wchodzimy w lekko bezsensowne dywagacje i szukanie dziury w calym poprostu filozofujac. Pewne rzeczy sa pewnikiem, jak to ze ziemia sie kreci wokol slonca, ze jest grawitacja i ile wynosi, ze oddychamy powietrzem, ze istnieje wiatr czy prad lub inne sily ktorych nie widac, itd.

  • Świetnie napisane! Każda mama powinna kierować się swoją intuicją, takie moje zdanie 🙂

    • Niestety, sama intuicja nie zawsze wystarcza i w niektórych sprawach trzeba podeprzeć się wiedzą i opinią specjalistów

  • Najgorsze są na forach teksty typu ‚ja wiem najlepiej, co jest dobre dla mojego dziecka ‚ Jak ktoś tak mi odpowiada, to ucinam dyskusję. Szkoda nerwów.

    • Ja się zgodzę, że mama wie najlepiej jak uspokoic swoje dziecko czy co lubi jeśc albo jak go uśpić. Ale wszystkiego wiedzieć nie może, bo nie ma rentgenu w oczach i nie prześledzi co dzieje się w organizmie dziecka…

      • No właśnie, może wie, co lubi jeść, ale nie zawsze wie, co jeść powinno, a czego nie. Jeśli czytam taki tekst od matki, która rozszerza dietę maluszka w 3 czy 4 miesiącu, to dostaję białej gorączki. Nie zawsze należy polegać tylko na własnej intuicji i na dobrych radach babć i cioć.

  • słuszny apel…niestety często jest klasycznie, że „nie znam się, ale się wypowiem”. Najwięcej do powiedzenia mają niekiedy te osoby, które najmniej wiedzą. I mówią z taką pewnością, że tylko spróbuj się nie zgodzić a pożałujesz 🙂 ech

    • O tak,tylko spróbuj powiedzieć, że ten sposób może być szkodliwy bo według najnowszych danych to jest tak i tak, to cię wyśmieją, że bez książek i badań nie umiesz wychować dziecka. Czasem ręce opadają.

  • Ten wpis daje do myślenia. 🙂

  • Edyta Klocek

    W samo sedno!
    Dobrze mieć ten link pod ręką i wklejać na głupie odpowiedzi.
    Ale skoro mamom nie chce sie poświęcic 5 min, żeby przeczytać co jest bezpieczne dla jej dziecka, to pewnie nie zada sobie tez trudu by przeczytac chociaz wstep :/
    A tekst „to moje dziecko i zrobię jak uwazam” kojarzy mi się z wyrodnialcami, którzy się nad nimi znecaja za zamknietymi drzwiami domu.
    Znow tekst „nasze mamy i tak robily i nic nam nie jest” chyba tu zapominamy o tym ile mlodych ludzi ma problemy zdrowotne a z wadami postawy itd boryka się wielu rodzicow zganiając wszystko jedynie na ciezkie plecaki.