Bierzemy pod lupę: kaszki dla niemowląt

najlepsze kaszki dla dzieci

O wprowadzaniu glutenu i kaszkach w diecie dzieci i niemowląt pisałam już tutaj. Dowiecie się stamtąd, kiedy wprowadzać kaszki, po co i jak je przygotować. W tym artykule skupię się na analizie składu konkretnych kaszek dla niemowląt i podpowiem wam, które warto kupić, które omijać szerokim łukiem i na co zwrócić uwagę przy ich wyborze.

Kaszki bezmleczne

Kaszki bezmleczne, bez dodatków smakowych, czyli te najprostsze, a zarazem najbardziej pożądane. Podając dziecku kaszę, w naszym wyobrażeniu podajemy mu pełnowartościowy produkt zbożowy. Tak powinno własnie być, a te kaszki powinny być do tego idealne – zero zbędnych dodatków, zboża i to wszystko. Niestety, tak powinno być w teorii, bo w praktyce już nie koniecznie. Patrząc na skład niektórych kaszek dla niemowląt zastanawiam się, po co oni tam tyle tego wszystkiego napchali?

Z tych wyżej wymienionych mogę polecić tę od Holle, SunBaby, Nominal, Bobovity i Hipp. Mają w sobie tylko zboża i dodane witaminy. Pamiętajcie jednak, że te dodawane witaminy są sztuczne i wcale nie są niezbędne w składzie dobrej kaszy.

Pozostałe, mają zbyt wiele niepotrzebnych dodatków, wśród których znajdują się m.in. cukry, oleje i substancje chemiczne. Poszczególnie składniki znajdujące się najczęściej w kaszkach i to jakich unikać, zostaną omówione w późniejszej części artykułu.

Chcę tu jeszcze zwrócić szczególną uwagę na kaszkę Sinlac od Nestle. Jest ona często polecana jako pierwsza przez pediatrów i zaleca się ją przy alergiach u dzieci, jako tę najłagodniejszą, najzdrowszą, bez alergenów (glutenu, laktozy, mleka, białka sojowego). Niestety, to nieprawda, że jest taka dobra. W składzie ma sacharozę, maltodekstrynę, syrop glukozowy, oleje w tym palmowy, węglan wapnia itd. To są dopiero składniki, które mogą przysporzyć kłopotów z brzuszkiem.

Co więc dla alergików, jaka kasza bez mleka, białek soi, laktozy i glutenu? Na przykład zwykłe płatki ryżowe czy owsiane, kasza kukurydziana czy jaglana. Tanio, prosto i zdrowo, tyle że bez odpowiedniego marketingu, więc już tego nikt nie poleci. A Sinlac wyrzućcie do kosza.

 

Kaszki z dodatkiem mleka modyfikowanego

Jeśli już miałabym którąś z nich polecić, to z powyższych kaszek najlepiej wypadają te od Holle (chociaż ideałem nie jest bo zawiera maltodekstrynę) i Hipp. Niestety, Humanę dyskwalifikuje cukier i oleje (nie wiemy jakie dokładnie), Nestle ma aromat (znów nie wiemy jaki) i oleje w tym palmowy, Topfer zawiera glukozę i maltodekstrynę, a Bobovita znów cukier i oleje roślinne.

Ale!

Ja w ogóle odradzam wszelkie kaszki z dodatkiem mleka modyfikowanego. Czemu? Bo dziecko tego mleka w kaszce zupełnie nie potrzebuje. Dziecko dostaje mleko jako odrębny posiłek, więc dodawanie go do kaszy jest zupełnie zbędne. A jeśli karmisz piersią, to już w ogóle taka kaszka nie powinna znaleźć się w diecie dziecka, bo jednak mleko modyfikowane ma inny skład niż mleko matki, jest ciężkostrawne i może tylko spowodować problemy z układem pokarmowym. Jeśli więc karmisz piersią, to tego się trzymaj i nie podawaj niepotrzebnie mleka modyfikowanego, a jeśli twoje dziecko i tak je otrzymuje, to po co jego dodatkowa porcja? W dodatku innego mleka niż to, które podajesz?

A jeśli chodzi o walory smakowe, bo sama kasza na wodzie jest niesmaczna – no cóż, te składy jakoś mnie nie przekonują, żeby dla samego smaku podawać dziecku takie chemiczno-słodkie miksy. O tym jak można przygotować smaczną kaszę pisałam już tutaj.

 

Kaszki smakowe bezmleczne

 

Zawsze najlepszą opcją jest przygotowanie takiej kaszy samodzielnie, czyli po prostu dodanie do zwykłej kaszy owoców. Ale jeśli chcemy lub musimy podać taką kaszę gotową, to z tych przedstawionych wyżej polecam te od Holle, Topfer i Hipp. Zawierają w swoim składzie tylko zboża, owoce i ewentualnie witaminy.

Humana poległa w składzie – maltodekstryny, skrobia i cukier jako główne składniki, a dopiero potem płatki ryżowe i kukurydziane. Oprócz tego glukoza, syrop glukozowy, a jabłko z nazwy, to tylko sok jabłkowy w proszku.

Nestle nie wypada lepiej – cukier, maltodekstryna, armoat, a te „niby” owoce stanowią śmieszną ilość – jabłko 1%, a gruszka 0,77% całości.

Bobovita jak poprzednie marki ma w składzie cukier i maltodekstryny, z owocami trochę lepiej, ale ich ilość też nie powala – płatki jabłkowe 6%, a śliwkowe 2,2%.

Kaszki smakowe z dodatkiem mleka modyfikowanego

Z tej kategorii z czystym sumieniem nie mogę polecić żadnej kaszki. Każda ma jakieś grzeszki, a niektóre nawet wielkie grzechy. Po analizie składów mogę powiedzieć – kaszki mleczno-smakowe, to nie są produkty odpowiednie dla dzieci! Najmniej chyba mogę się przyczepić do tej od Holle, bo u niej moją wątpliwość budzi tylko maltodekstryna i olej roślinny (nie wiemy jaki, więc ciężko stwierdzić, czy można go tu zaakceptować czy nie).

Pozostałe to źródło cukru, oleju palmowego i miliona ulepszaczy, które są w ogóle niepotrzebne. A kaszka od Hippa nie powinna się nazywać chyba kaszką, ale mlekiem modyfikowanym (stanowi 90%) z dodatkiem kaszki.

Kaszki z jakimi składnikami odrzucić?

Cukier – najczęściej kryje się pod nazwami sacharoza, glukoza, fruktoza, syrop glukozowy, syrop glukozowo-fruktozowy. Jest on tu zupełnie zbędny i jedyne, co robi, to uzależnia dziecko od słodkiego smaku, kształtuje złe nawyki żywieniowe i sprawia, że dziecko chętnie je takie kaszki, a ty wydajesz na nie więcej pieniędzy (bo jak tu nie kupić, jak tak chętnie je, prawda?).

Maltodekstryna – teoretycznie nie jest szkodliwa, ale należy unikać jej nadmiernej ilości, ponieważ jest bardzo kaloryczna i ma wysoki indeks glikemiczny.

Węglan wapnia – w nadmiarze może powodować bóle brzucha, wzdęcia i zaparcia.

Oleje roślinne – zbędny dodatek do kaszek, szczególnie należy zwrócić uwagę na olej palmowy, który jest źródłem kwasów tłuszczowych nasyconych.

Aromaty – zupełnie niepotrzebne, mogą uczulać, a do tego najczęściej nawet nie wiemy co to za aromat.

Pozostałe składniki mogą straszyć swoimi chemicznymi nazwami, ale są dodawane jako źródło składników mineralnych. Nie są niezbędne w diecie dziecka, bo witaminy i minerały powinny pochodzić naturalnie z żywności i takie dodawanie miliona witamin i minerałów do produktów dla dzieci to zwykły chwyt marketingowy.

Listę dopuszczonych składników odżywczych, które są stosowane do produkcji preparatów do początkowego żywienia niemowląt i preparatów do dalszego żywienia niemowląt  znajdziecie tutaj.

Kaszki dla niemowląt – czy rzeczywiście są dla nich odpowiednie?

Jak widać kaszki dla dzieci i niemowląt nie zawsze są dla nich takie dobre, a czasem wręcz przeciwnie – nie powinny w ogóle znaleźć się w ich diecie. Nie wierzcie więc, że jeśli coś jest przeznaczone dla dzieci, to jednoznacznie jest dla nich najlepsze. Czytajcie składy i włączcie rozsądek.

Zamiast kaszek przeznaczonych specjalnie dla niemowląt, lepiej wybrać zwykłe kasze „dla dorosłych”. W składzie mają przeważnie tylko ziarna zbóż i takie kasze powinny właśnie jeść dzieci. To opcja najzdrowsza i najtańsza, a przygotowanie takiej kaszy wcale nie jest trudne. Miedzy innymi o tym, jak przygotować kaszę dla dziecka pisałam tutaj.

Czego jeszcze nie lubię w kaszkach dla niemowląt? Mamienia rodziców, że to produkt niezbędny i lepszy niż zwykła kasza. Wypisywanie długiej listy witamin, kultur bakterii i składników będących źródłem minerałów, woła „Popatrz jaki jestem zdrowy! Twoje dziecko  musi mnie jeść, beze mnie nie otrzyma tych wszystkich ważnych składników”.

A guzik! Zwykłe kasze też zawierają witaminy i minerały, tylko nikt ich nie wypisuje na opakowaniu, bo są ich naturalnym składnikiem. Na opakowaniach umieszcza się substancje dodane, w tym wypadku syntetyczne witaminy, które prawie w ogóle się nie wchłaniają do organizmu. Dziecko powinno otrzymywać witaminy i minerały znajdujące się naturalnie w żywności i nie potrzebuje ich dodatkowego suplementowania, jeśli nie ma ku temu medycznych wskazań popartych badaniami. Twoje dziecko doskonale się obędzie i będzie zdrowe, bez tych super dodatków w kaszkach, jeśli zapewnisz mu je zbilansowaną dietą.

Denerwują mnie też wszelkie specjalne kaszki na noc, bo sugerują, że dziecko powinno je dostać przed snem, aby lepiej się najadło i pewnie jeszcze lepiej spało. A kaszka to nie środek nasenny! Znacznie lepiej podać ją na śniadanie niż obciążać nią brzuch na noc. Do tego te kaszki na noc w zasadzie nie różnią się niczym w składzie od pozostałych. Znów – liczy się by wiedzieć, jaką wcisnąć rodzicom bajeczkę, żeby kupili produkt, a nie to, co będzie najlepsze dla dziecka.

 

Podobne artykuły

  • Zdecydowanie standardowe kasze. Przy pierwszym dziecku poszukiwałam jeszcze specjalnych bez cukru dla dzieci. Przy drugim wybrałam te, które my jemy.

  • Ten problem wciąż przede mną…. Za trochę ponad miesiąc będziemy rozszerzać dietę. Z tymi wszystkimi produktami dla dzieci to jakaś tragedia. Trzeba się naprawdę postarać, naszukać i w ogóle żeby kupić coś w „miarę”. Coraz częściej dochodzę do wniosku, że będę gotowała zwykłe kaszki, jednak w kaszce jaglanej, płatkach owsianych, płatkach ryżowych etc jest wiele mniej chemii a też można zmiksować i dodać owoce. Kaszki na noc to taki chwyt marketingowy – daj kaszkę a dziecko pośpi do rana:)

    • Masz racje – zwykłe kasze lepsze. W ogóle najczęściej te produkty przeznaczone specjalnie dla dzieci mają najgorszy skład – mnie to osobiście denerwuje i przeraża.

  • Zdrowy brzuszek i pszenica jako główne zboże w składzie… to się chyba nazywa hipokryzja. A nie, to marketing! Ja zupełnie nie uznaję kaszek dla niemowląt. Wolę kupić normalne kasze, zmielić w młynku do kawy i przynajmniej wiem co podaję córce. U nas króluje jaglana, jęczmienna i amarantus. Pszenicy i kukurydzy staram się w ogóle nie podawać.

    • a co z „kaszą”, której 90% stanowi mleko modyfikowane? Hipokryzja… up, marketing, na najwyższym poziomie.

  • Ale olej palmowy nie jest ogólnie zły. Zły jest olej palmowy utwardzony, który zawiera szkodliwe tłuszcze trans. Normalnie olej palmowy ma wiele zalet i wiele witamin.
    Może zacytuję: „Olej palmowy surowy, niepoddany procesowi utwardzania, wykazuje pozytywny wpływ na zdrowie. Mimo wysokiej zawartości nasyconych kwasów tłuszczowych (ok. 50%) olej palmowy nie wpływa na pogorszenie profilu lipidowego we krwi i nie zwiększa ryzyka chorób układu krążenia.”
    „Dzięki zawartości beta-karotenu, olej palmowy skutecznie poprawia wzrok oraz ma silne działanie antyoksydacyjne. Zawiera również dużą dawkę przeciwutleniaczy. Witamina E pomaga zapobiegać przedwczesnemu starzeniu się skóry oraz chroni przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych. Badania dowiodły, iż tokotrienole zawarte właśnie w witaminie E pomagają w usuwaniu zwapnień w ścianach naczyń krwionośnych, chroniąc tym samym przed chorobą miażdżycową. Koenzym Q10 oraz alfa- i beta-karoten korzystnie wpływają na serce i układ krwionośny. Z kolei kwas palmitynowy normuje w organizmie wydzielanie hormonów, a kwas mirystynowy wykazuje działanie odpornościowe.”

    • Opinie na temat szkodliwości lub nie oleju palmowego nie są jednoznaczne, ciągle się to sprawdza, pojawiają się nowe badania, więc nie można stwierdzić jednoznacznie, że nie szkodzi. A poza tym, olej palmowy, to nie jest składnik, który powinien znajdować się w kaszy. Rozumiem, że maltodekstryna i olej palmowy są dodawane do mleka modyfikowanego z konkretnych przyczyn, ale w kaszy znaleźć się nie powinny. Kasza, to produkt zbożowy i taki powinien być, naturalny, prosty, bez ulepszaczy. Więc nadal uważam, że kasza z dodatkiem tych składników jest złym wyborem.