Rowerem z Paryża do Warszawy – ach, to był czas…

Podróż życia… Podróż dzika i pełna niespodzianek… Podróż „na słońce i kompas”… Podróż pod hasłem „nowy dzień – nowa przygoda”.

Takimi opisami my ją dotąd określamy. Była niezwykła i marzy mi się jej powtórzenie. A tymczasem, wskakujcie na rowery i przyłączcie się do nas. Zapraszam na przygodę.

 

Zaczęło się właściwie od spontanicznego pomysłu. Pewnego dnia, razem z moim mężczyzną, obejrzeliśmy filmik o parze podróżującej rowerami przez Azję. I zakochaliśmy się w tym sposobie podróżowania! Pomyśleliśmy, że my też tak chcemy. I czemu by nie teraz? Na co czekać? Jedziemy! Przygotowanie zajęło nam dwa tygodnie. To niewiele, szczególnie, że nie objęło treningu fizycznego – a co tam, poszliśmy na żywioł.

Czemu akurat Paryż – Warszawa? Bo mieszkaliśmy w  tym czasie w podparyskim mieście i postanowiliśmy pojechać w ten sposób do moich rodziców, mieszkających na wsi, w okolicach Warszawy. Ot, prozaiczny powód wielkiej trasy.

Kupiliśmy rowery, co mocno nadszarpnęło nasz budżet. Sakwy, namiot, śpiwory i ekwipunek biwakowy, co już kompletnie zrujnowało nasz budżet. Tak szczerze mówiąc, to nie byliśmy pewni, czy wystarczy nam na jedzenie. No i… Nie wystarczyło.

Ale to wcale nie było problemem, bo pomogli nam ludzie. Zupełnie obcy, spotkani przypadkowo na ulicy, a czasem w środku lasu. Wiele osób nas zaczepiało, bo jednak rzucaliśmy się w oczy. Dwójka szaleńców z wyładowanymi rowerami, gdzieś pośrodku niczego. Często pytaliśmy w domach o napełnienie butelek wodą i często oprócz wody, dostawaliśmy owoce, zaproszenie na herbatę, obiad, skorzystanie z łazienki czy po prostu zaproszenie na posiedzenie razem i rozmowę. Ta podróż przywróciła mi wiarę w dobrych ludzi, jak nic innego.

Kogo z nich na pewno zapamiętam?

Starszą panią, która poproszona o napełnienie butelki wodą, dała nam produkty na mega wypasioną kolację i przepraszała, że nie ma więcej.

Barmana, który uznał nas za szalonych bohaterów i z tej okazji dostaliśmy darmowy obiad w barze.

Wszystkie panie sklepikarki, dające nam za darmo napoje lub słodycze.

Pana, który po zapytaniu o drogę, pojechał do sklepu żeby kupić nam mapę, a potem przez pół godziny szukał nas w miasteczku, aby nam ją podarować.

Sprzedawcę kiełbasek z Niemiec, który dał nam darmowy posiłek i dogadał się z nami, mimo naszej zerowej znajomości niemieckiego i jego prawie zerowej znajomości angielskiego. A na koniec zamiast „goodbye” z uśmiechem na twarzy wołał za nami „go away!”

Panią, z którą kompletnie nie mogliśmy się dogadać przez nieznajomość języka, a która mimo to, pozwoliła nam spać w swoim garażu (zaptana o to o północy), a rano zostawiła pod drzwiami torbę ze śniadaniem, z karteczką „For her. Can you eat” – cokolwiek miała na myśli.

2

Chłopaka spotkanego w barze, któremu za pomocą rozmówek wytłumaczyliśmy, że nie mamy gdzie spać, a on zaprowadził nas do domku letniskowego rodziców i zostawił klucze.

Panią barmankę, która całkiem za darmo podarowała nam śpiwór.

Parę, która zatrzymała się samochodem w ciemności, na, można powiedzieć, pustkowiu (puste pola, a przed nami las) i dowiozła nas na nocleg, bo sami nie zdążylismy dojechać przed nocą.

I wielu, wielu wiecej, bo była ich cała masa.

Czemu podróż na słońce i kompas?

Bo nie kupiliśmy ani jednej mapy i nie mieliśmy GPS. Przez całą Francję kierowaliśmy się właśnie kompasem i słońcem. Nie znaliśmy nazw miejsowości, na które powinniśmy się kierować, a pytając o drogę, mówilismy „którędy jest najbliżej na wschód?”. Gdzieś w połowie drogi między Paryżem a Niemcami, zostaliśmy zaproszeni na herbatę i gospodarze pokazali nam na mapie, gdzie jesteśmy. Od opuszczenia Paryża, nie mieliśmy o tym pojęcia. W Niemczech zaczęliśmy korzystać z map, bo dostaliśmy kilka od napotkanych przypadkowo ludzi – widać uznali nas za szalenców, albo im nas szkoda było, że nawet nie wiemy gdzie jesteśmy.

To bylo cudowne uczucie, nie mieć konkretnego celu, nie spieszyć się nigdzie, nie mieć presji, że dzisiaj musimy gdzieś dojechać. Po prostu zbliżał się wieczór, czuliśmy się zmęczeni, więc szukaliśmy miejsca na rozbicie namiotu.

Nasze noclegi

We Francji spaliśmy zawsze na dziko w namiocie, gdzieś w lesie albo na łące. Pierwszej nocy trochę się baliśmy i budziliśmy na każdy szmer, ale później nauczyliśmy się, że łamany patyczek nie musi oznaczać seryjnego mordercy. Może za to oznaczać dzika, albo stado jeleni… Tak, tak, zdarzyło się, że podczas porannego siusiu w lesie, musieliśmy uciekać przed dzikami. A raz o godzinie 23, w kompletnej ciemności, zwijaliśmy namiot, bo kręciło się za dużo zwierząt i zwyczajnie baliśmy się, że nas stratują. Błądziliśmy wtedy do północy, szukając jakiegoś miasteczka, po drodze gubiąc jeden śpiwór. No, ale to wtedy trafił nam się ten nocleg w garażu.

Kiedy dotarliśmy do Niemiec, był już wrzesień i czasem w nocy było za zimno na namiot, dlatego do końca podróży korzystaliśmy z couchsurfingu i warmshower (możecie przeczytać o nich więcej TUTAJ). Poznaliśmy w ten sposób różych ludzi, z niektórymi mamy kontakt do dziś. No i spaliśmy w miejscach, których przeciętni turyści raczej nie odwiedzają:

Stodoła bez szyb w oknach (poznaliśmy się bliżej z komarami), aczkolwiek o miłym wystroju, w sąsiedztwie komuny hipisów.

1239478_3439817010774_1723069054_n

1375901_3439820010849_1330930248_n

Stary młyn wodny, będący bardzo klimatycznym domem i jednoosobową fabryką papieru.

3

557852_3439812210654_1520131124_n

Komuna mieszkająca w wozach cyrkowych w lesie, w sąsiedztwie jeziora.

Oto nasz wóz cyrkowy, w którym spaliśmy.

1234231_3439823010924_561601434_n

Na terenie komuny znajdował się otwarty dla wszystkich bar na powietrzu. Drinki pobierane samodzielnie, za dowolną opłatą do skarbonki.

1234762_3439822730917_1508169599_n

Była też scena, na której urządzano koncerty i kino plenerowe.

1236533_3439822250905_293369221_n

No i las…

Tak wyglądało nasze pierwsze miejsce noclegowe.

SAM_2309

Tekst bierze udział w konkursie Blog roku 2015 z kategorii tekst roku.

BLOG ROKU

 

 

[wysija_form id=”2″]

Podobne artykuły

  • To dopiero przygoda!!! fantastyczne przezycie i wspomnienia, które z Wami pozostana do końca życia 🙂 Wspaniale, że udało Wam się spotkac tylu zyczliwych ludzi! Gratuluje odwagi no i kondycji!!!

    • Oj z kondycją bywało ròżnie… drugiego dnia tak bolały mnie nogi, że stwierdziłam, że nie wychodzę z namiotu

  • wspolczesnamp

    Absolutnie fenomenalna podróż 😀 chętnie bym się na taką zapisała 🙂

  • Dla mnie teraz wyzwanie to zrobić z 10-15 km z dwójką dzieci na jednym rowerze,ale Wasza podróż…czad!

  • Wspaniałe przeżycie!! Gratuluję odwagi:)) fantastycznie było to przeżyć razem z Wami, czytało się bardzo przyjemnie:)

  • Gratuluję odwagi! Ile czasu zajęła Wam cała podróż? Uwielbiam jeździć rowerem, ale kurcze, przez pół Europy to chyba za duże wyzwanie 😀

    • Równo miesiąc, ale mogło być szybciej gdybyśmy nie zatrzymali się w kilku miejscach na parę dni

  • O WOW ! Jesteście szaleni ! Mi marzą się takie rowerowe wakacje, zasięgiem byłam w Polsce, ale Wy tą podróżą narobiliście mi smaczka na znacznie więcej!

  • Świetna podróż. Niesamowita przygoda i wspomnienia, których nic Wam nie odbierze. Uwielbiam tak pozytywnie zakręconych ludzi 🙂

  • Świetna wyprawa, naprawdę! Sama bym chciała w taką pojechać, ale chyba nie jestem na tyle odważna, poza tym, moja kondycja by na to chyba nie pozwoliła ;D Świetny pomysł, po którym pozostaną świetne wspomnienia! 🙂

    • Kondycja to akurat najmniejszy problem, o ile nie ma się presji, że dziś musimy przejechać tyle i tyle

  • Ola

    Super przygoda. Takie się pamięta całe życie

  • Mamy się

    Czutalam z zapartym tchem! Szalone, ale musieliscie byc szczesliwi na mecie. Choc pewnie w czasie podrozy takze:) wow!

  • Naprawdę fajny wypad. No i gratki za zebranie się w sobie 🙂 Wspomnienia zawsze będą bezcenne 🙂

  • swietna podróz!! kocham rower i ja!:)

  • Super przygoda, tak się najlepiej zwiedza! 🙂

  • To musiała byc niesamowita przygoda. Jesteście naprawde odważni. Nie wiem czy ja bym sie zdecydowała. Bez mapy, zabezpieczenia finansowego, noclegów…

  • Przemek J

    Uwielbiam czytać takie relacje 🙂 Chodzi mi po głowie kilkudniowa wyprawa na Węgry 🙂 Ale nie wiem czy podołam bez zupełnej znajomości języków obcych 🙂

    • My daliśmy radę przetrwać Niemcy znając słowo „hilfe” 🙂 brak znajomości języka to część przygody, ale przydają się rozmówki albo słownik obrazkowy. Moim zdaniem – jedź i nawet się nie zastanawiaj.

  • justa

    to jest prawdziwa przygoda 🙂

  • Bardzo fajna przygoda – aż mam ochotę zapytać, czy powstanie obszerniejsza relacja – dzień pod dniu 🙂

  • Pogratulować przygody!

  • Świetna historia, no, taka przygoda do wspominania na całe życie 🙂

  • Kolekcjonuj wspomnienia, nie rzeczy – jak to rzekł kiedys ktoś mądry. macie skarb w Waszej kolekcji 😉 gratuluję 😉

  • Sylwia

    To się nazywa przygoda życia. Poznajesz świat i towarzysza podróży 🙂

  • Piotr Nosal

    Musiała to być podróż życia 🙂

    • O tak, chociaż będzie chyba jeszcze większa przygoda jeśli wybierzemy się na taką wyprawę z dziećmi. Jak podrosną oczywiście 🙂

  • O kurczę, zazdroszczę i podziwiam!! Jestem pod mega wrażeniem 🙂
    I tyle fajnych ludzi spotkaliście 🙂

  • Małgosia Grabska

    O kurczę, niesamowite! Planuję taką podróż w przyszłości 😉

  • Wielokrotnie się przekonałem, że podróże przywracają wiarę w ludzi. Czasami trzeba wyjechać by się przekonać, że jak kogoś o coś poprosisz to pewnie Ci w tym pomoże. Nawet, gdy jest to kompletnie obca osoba 🙂

    • Dla mnie to było niezwykłe jak obcy ludzie się o nas martwili i chcieli pomagać 🙂

  • Oooooo jak fantastycznie, zawsze mi się marzyła taka przygoda ale chyba za bardzo się boję, choć tak na prawdę nie wiem czego. Zazdroszczę spontaniczności i tej wolności. Czytając ten tekst mogłam na chwilkę przenieść się w podróż, która mam nadzieję sama kiedyś przebędę 🙂 (i uwierzyłam w ludzi podobnie jak ty :))

    • Gdybym miała jechać sama to też pewnie bym się bała. Tego, że nie dam rady, spania na dziko, że się zgubię. Ale we dwójkę to całkiem inna sprawa – nawet gubienie się i strach podczas spania w lesie był częścią przygody

      • No tak, ale boję się ataku paniki i kłótni z chłopakiem, chociaż nie wiem czy są możliwe sprzeczki w takiej przygodzie kiedy musicie polegać tylko na sobie 🙂

        • Podróże to zawsze dobry sprawdzian dla związku. Jesteście ze sobą 24h, macie okazję sprawdzić jak zachowujecie się w trudnych sytuacjach, czy stanowicie dobry zespół. Szczerze mówiąc to kilkakrotnie podczas tej wyprawy mogło dojść do ostrej kłótni – bo mi się zachciało wydłużyć trasę żeby coś zobaczyć i nie dojechaliśmy na nocleg, bo on w nocy postanowił, że jednak zwijamy namiot i jedziemy gdzie indziej, bo nie mieliśmy siły, a rower się psuł. Ale taka podróż uczy pokory i pokazuje, że naprawdę możemy na siebie liczyć 🙂

  • Wow, cóż za przygoda. Podziwiam determinację i wytrwałość. Ja na pewno nie porwałabym się na taką podróże, bez przygotowania, tak po prostu.

  • Ja chce więcej! Tak dobrze się to czytało. A kiedy wyobraziłem sobie tych wszystkich dobrych ludzi, którzy Wam pomogli pojawił mi się banan na twarzy. Ciekawe czy w Polsce byłoby tak samo? 😛 Może to ja tym razem zrobię mały eksperyment, haha? Świetne wspomnienia i przeżycia! Szkoda, że tak mało zdjęć. Zgaduję, że niektóre widoki musiały być oszołamiające.

    Pozdrawiam, Damian 🙂

    • Tyle osób już mi mówiła, ze przydałoby się więcej na temat tej wyprawy więc będzie więcej. W przyszłym tygodniu nowy wpis na ten temat 🙂

  • Uwielbiam opisy takich podróży! Przypominają mi się wtedy czasy studenckie, gdy sama podróżowałam w ten sposób… Ah to były przygody. 😉

  • Katarzyna Wójcik- Respendowicz

    Zazdroszcze ci takiej przygody.

    • W takim razie jak zrobi się ciepło to wyciągaj rower! 🙂

  • O matko, ale przygoda!!!! 😀 Gratuluję wytrwałości, na pewno nie każdy miałby na tyle odwagi, żeby coś takiego zrealizować. Super!
    Udanej niedzieli!